Relacja z etapówki MTB 4islands

Posted by Agnieszka Zych
on Maj 03, 2017

18057938_424346181259522_691897650938412478_n4 islands

Kiedy w 2016 r obejrzałam filmiki z zawodów 4islands chorwackiej etapówki MTB, wiedziałam, że tam się muszę pojawić. Formuła zawodów wydawała się idealna – start w zespołach dwuosobowych- w dowolnej konfiguracji męsko- damskiej lub jednej płci. Termin- idealny – połowa kwietnia, kiedy w Polsce z pogodą może być różnie. Ilość etapów- idealna – 4 etapy, każdy na innej wyspie – w sam raz na początek sezonu, bez dużej „zajezdni” dla organizmu. Takie zawody lubię najbardziej – fajny zespół, świetne i zgrane towarzystwo, jazda rowerem i piękne okoliczności przyrody. Przez wiele lat startując w rajdach adventure przekonałam się, że to jest właśnie to co sprawia mi największą frajdę. Zresztą mój pierwszy rajd adventure był właśnie w Chorwacji (Bjelolasica Adventure Race w 2001r) więc do 4islands od samego początku podchodziłam sentymentalnie.
Razem z Maćkiem Kubiczem, z którym wystartowaliśmy w Sudety Challange w 2016 r podjęliśmy decyzję, że wybieramy się na te zawody i na początku 2017 r dokonaliśmy wpłaty wpisowego potwierdzającego nasz udział w tych zawodach (250EUR). Dołączyła do nas ekipa Grand Masters AbsoluteBikes z Darkiem Kurkiem i Krzyśkiem Marciniakiem. Obaj Panowie mówili o sobie czule i z humorem „Stare Dziady” i „Miszcze” ale pomimo humorystycznego podejścia ja darzę ich ogromnym szacunkiem – startowali w pierwszych maratonach Golonki (Krzysiek ukończył między innymi wszystkie edycje MTB Trophy, Darek również startował w kilku etapówkach a w zeszłym roku ukończył kultową Cape Epic w RPA.
W lany poniedziałek 17 kwietnia o godz. 7.00, po świątecznym obżarstwie, zapakowaliśmy 4 rowery do wypasionego Mercedesa i z różnymi oczekiwaniami rozpoczęliśmy 1200kilometrową podróż do Baski. Podróż upłynęła nam w przyjemnej, pełnej humoru atmosferze rozmów o „starych karabinach” a sama Baska i wyspa KRK przywitała nas pięknym zachodem słońca i ciepłą (13 stopni) temperaturą. A z Polski dochodziły nas wieści o powrocie zimy….17880759_1724118897614492_7747223246358371572_o

Pozwoliliśmy sobie uczcić przyjazd na wyspę KRK w klimatycznej knajpce z owocami morza i domowym winem.

Zakwaterowanie
Pakiet noclegów od organizatorów zawodów oferował pokoje w hotelu w pobliżu miejsca startu lub zakwaterowanie na dużych jachtach, które transportowały uczestników na kolejne wyspy. My zdecydowaliśmy się na wynajęcie od autochtonów prywatnych apartamentów z kuchnią. Może trochę więcej zachodu i szukania (choć apartamentów w tamtych okolicach jest naprawdę mnóstwo)Za to trochę więcej przestrzeni i niezależności, brak nocnego chrapania zespołowego partnera – to chyba decydowało o takim wyborze.Poza tym ja osobiście jedzenie przed startem wybieram dość określone i sprawdzone stąd nie interesowały mnie śniadania hotelowe. Cenowo nasze apartamenty wyszły bardzo podobnie do hotelu organizatora. Patrząc organizacyjnie, gdyby ktoś wolał zdać się na organizatora też było ok.
Dzień przed zawodami
Przyjazd w świąteczny wielkanocny poniedziałek dawał nam jeden dzień wolny na odpoczynek po podróży, odbiór pakietów i krótki trening, szczególnie ważny aby dać sercu znać, że będzie miało co robić na 4 etapach. Niestety pogoda praktycznie w całej Europie zrobiła psikusa, nie odpuściła też Chorwackim wyspom. Śniegi wprawdzie nie dotarły ale spore ochłodzenie, deszcz i silne wiatry, praktycznie do godziny 17 nie sprzyjały rekonesansowi pierwszego etapu wyścigu. Krzysiek i Darek zrobili krótką przejażdżkę i wymarzli się mocno a my z Maćkiem czekaliśmy na popołudniową poprawę warunków. W międzyczasie odebraliśmy pakiety startowe. Chyba większość drużyn postanowiła zrobić w tym czasie to samo, bo czekała nas ponad półgodzinna kolejka. Po odebraniu pakietów zrobiliśmy celebryckie zdjęcia na ściance i po 17.00 ruszyliśmy na trening.18034345_1726202920739423_1022357132173529579_n Razem z Maćkiem objechaliśmy początek trasy pierwszego etapu- 6km pod górę z czego 2km asfaltem a potem szutrową wąską, najeżoną kamieniami i wijącą się serpentynami ścieżką. Ten początek pokazał nam z czym będziemy się mierzyć przez 4 kolejne dni i to jak ważne zająć dobrą pozycję na początku , bo wyprzedzanie nad przepaścią raczej nie należy do przyjemnych. Wyprzedzanie albo bycie wyprzedzanym ….No właśnie, zaczęły się kołatać w głowie myśli na jakim poziomie przygotowania jestem, czy będziemy jako zespół MIX walczyć czy przysłowiowo „zwiedzać i podziwiać widoki”. Maciek podkręcał motywację , wiedziałam jak mocny jest kiedy jechaliśmy SUDETY CHALLANGE, wiedziałam jak trenował i wiedziałam też jak ja trenowałam w zimie. Moje treningi głownie oparte były na pracy z podopiecznymi –fitnessowe i biegowe – do rowerowej formy wyścigowej było mi daleko a jak mówi powiedzenie „żeby jeździć to trzeba jeździć” więc moje nastawienie było raczej w klimacie „Ahoj przygodo!”18011115_1726202897406092_3411507820913289419_n

ETAP 1 Wyspa KRK 65km

3 sektory startujące co 5 minut miały zapewnić komfortowe warunki i brak korków na wąskich singieltrakach. Start pierwszego etapu odbył się wzdłuż pięknej promenady w Bašce, ruszyliśmy żwawo gdzieś w połowie stawki pierwszego sektora ale nieopatrznie i nerwowo, wrzucając na wyższy bieg spadł mi łańcuch i już na samym początku mieliśmy kilkadziesiąt straconych sekund, Maciek musiał na mnie czekać, żeby wspólnie rozpocząć mozolną 6 kilometrową wspinaczkę. Na wyścigach etapowych odstępy między partnerami nie powinny wynosić więcej niż 2min, inaczej zespół dostanie karę czasową.
Asfaltowa droga po 2km zamieniła się w szutrową z luźnymi kamieniami i serpentynami. Pomimo chłodnej temperatury, widoki i jazda nad przepaścią rozgrzały mnie porządnie i dojechaliśmy na płaskowyż księżycowy. Płaski odcinek wcale nie był taki łatwy z powodu dużej ilości kamieni i dość silnego wiatru, ale widoki były naprawdę warte wcześniejszej wspinaczki. Ja rozgrzana a Maciek zmarznięty czekając na mnie krzyknął tylko żebym jechała dalej a sam zaczął się ubierać w dodatkowe rękawiczki- dłonie miał tak skostniałe, że zupełnie ich nie czuł a balansując miedzy kamieniami trzeba było sprawnie operować zmianą przerzutek. Nie przewidzieliśmy takiej temperatury w Chorwacji – ja mam dość dużą warstwę grzewczą ale Maćkowi przydałyby się zimowe rękawiczki i ocieplacze na buty. Po 20 km nie zatrzymując się, minęliśmy bufet i zaczęliśmy zjeżdżać kamienistymi ścieżkami. Oj wytrzęsło nas tam porządnie, cieszyłam się że w zimie sporo czasu poświęciłam na wzmocnienie „łapy” i górnej części ciała- BODY PUMP zrobił swoje. Maciek miejscami czekał na mnie, bo gdybym przypadkiem złapała gumę byłoby szybciej ją wymienić. Całe szczęście mój Trek spisywał się dzielnie ale oboje stwierdziliśmy, że byłoby lepiej zjeżdżać na fullu. Kolejne 20km trasy była już przyjemne, trochę asfaltów, szybkich szutrów, ścieżek pomiędzy oliwnymi sadami, kolejny bufet, gdzie już zatankowaliśmy a potem jazda wzdłuż przepięknego wybrzeża. Zawsze przy takich widokach obiecuję sobie wrócić w takie miejsca nie tylko na wyścig. Od klimatycznego miasteczka Vrbnik znów zaczęliśmy wspinaczkę. Niby ostatnie 10 km ale ociepliło się poczułam pierwsze skurcze w nogach – Maciek znów musiał czekać, czasem przy stromych podejściach brał mój rower wprowadzał na dwie ręce a ja mogłam złapać oddech i napić się trochę.
Etap skończyliśmy na 17 miejscu w Mixach. Ten pierwszy etap pokazał gdzie moja forma ale plany były żeby zacząć zbliżać się do TOP TEN.

Etap 2 Znów KRK

Długość 65km
Przewyższenia 1250m

Planowo etap miał odbyć się na wyspie RAB, ale z powodu silnych wiatrów i pogorszenia pogody nie kursowały promy i organizatorzy zdecydowali o ponownym ściganiu na wyspie KRK. Trasa również 65km poprowadzona w odwrotnym kierunku, odczuwalnie dla mnie łatwiejsza. Ja zawsze później się rozkręcam i z etapu na etap jedzie mi się lepiej. No i miałam mocnego pomocnika, który na długich podjazdach popychał mnie za plecy- oj wiem jak dużo daje sławetne „Pchamy,pchamy” -większość z dziewczyn w zespołach Mix korzysta z tego przywileju. Na tym etapie mocno zawaliliśmy start, bo nie chcąc marznąć w sektorze ruszyliśmy z samego końca i przebijaliśmy się przez duże korki na wąskich ścieżkach pomiędzy zagrodami z owcami a ja zaliczyłam jeszcze kolarskie szlify na luźnych kamykach rozmieszczonych na zakręcie.
Klimaty i trasa podobna choć czas ponad 15 min krótszy.
Po tym etapie przemieściliśmy się promem na kolejną wyspę Cres. Tu czekał jedyny problem organizacyjny dla tych co przemieszczali się własnymi samochodami. Start i meta trzeciego etapu były oddalone od siebie 70km a potem trzeba było dojechać na kolejną wyspę Losnj.
Zdecydowaliśmy się na nocowanie od razu w bazie końcowej w Veli Losnj.

ETAP 3 Wyspa Cres

Najdłuższy etap 70km przywitał nas wreszcie piękną pogodą, można było pojechać na krótko i złapać trochę opalenizny. Start odbywał się prosto z promu i wąskim zakrętem ostro 300m pod górę. To właśnie ten start z promu tak mnie poruszył kiedy oglądałam filmy z 2016r. Stromy podjazd od samego początku niestety niedostatecznie przetrzebił stawkę i na kamienistych zjazdach tworzyły się duże zatory i przestoje, sporo osób decydowało się na bezpieczne schodzenie z rowerem bojąc się puścić hamulce. Ale od 10 km czułam że to będzie nasz etap- jechało mi się świetnie, siedziałam Maćkowi wgryziona w oponę i nie chciałam puszczać koła. Niestety koło puściło, kiedy najechałam na dużego gwoździa, który przebił moją oponę w 2 miejscach. To się nazywa szczęście- dwa wcześniejsze etapy po kamieniach i nic a tu szutrowa, równa droga a ja akurat musiałam trafić na dziada. Maciek zabrał się za wymianę, włożył dętkę, bo mleko nie zalepiło i zabraliśmy się za odrabianie strat. Początkowo wkurzeni na sytuację prawie w ogóle się do siebie nie odzywamy, ale stopniowo widząc jak mijamy zespoły humory się poprawiają. Dojeżdżamy do bufetu, ja dopompowuję koło i ruszamy swoim dobrym tempem dalej. Praktycznie cały etap obfitował w przepiękne widoki, chyba też pogoda sporo się dołożyła a może to świadomość, że nie walczymy przecież o podium pozwalała wyluzować się trochę i korzystać z uroków przyrody. Na jednym z kamienistych podejść wyciągam aparat, żeby zrobić zdjęcie i dostaję „rugi” od Maćka „I co zdjęcia jeszcze będziesz robić?”. Dopiero później dowiedziałam się że Maćkowi ten etap sprawiał najmniej przyjemności. Kiedy jedziesz w zespole to normalne, że kryzysy przychodzą w różnych momentach, ja miałam ich sporo Maćka dopadło tutaj.
Meta etapu i wypasiony bufet z owocami morza wynagrodziły trudy całych 70km. Czekałam na nasz zespół Grand Masters a Maciek zabrał się z organizatorami na miejsce startu, żeby odebrać zostawiony tam samochód. Oddałam rower do serwisu, żeby wymienili dziurawą oponę, zalali mlekiem i zredukowali luzy w tylnym kole.18057636_424346224592851_6383951808302968493_n

ETAP 4 LOSiNJ

Najkrótszy bo 40km etap wcale nie należał do najłatwiejszych. Mając świadomość, że głupia guma czy inna awaria może wybić z rywalizacji jechaliśmy czujnie, ale widać było, że interwałowy profil wybitnie pasuje Maćkowi i wyrywał do przodu. Charakterystyczny długi i stromy podjazd po płytach betonowych troszkę przypominał mi polskie klimaty MTBTrophy ale pomimo niedużej ilości kilometrów ten etap wyjątkowo się dłużył. 18034196_1733065703386478_1776736530544557369_nMeta na plaży Suncan i kąpiel w morzu na zakończenie spowodowały, że odbiór tej etapówki i wrażenia u wszystkich zespołów pozostaną pozytywne. Świerze owoce morza, rybki, piękne widoki, woda, góry i lasy oliwne. Finalnie skończyliśmy zawody na 17 miejscu w kategorii MIX i 133 w OPEN. Nasz zespół AbsoliteBikesGrand Masters w kategorii zajął 14 miejsce i 225 Open. Wystartowało prawie 300 zespołów dwuosobowych. Chłopaki już planują następne starty. Tak to już jest z takimi etapowymi- nawet jeśli jest ciężko i mówisz, że robisz to po raz ostatni, zaraz po zakończeniu planujesz następne.

Comments are closed.